O mielerzach, kurzokach... - Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Boronowskiej
logo
   Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Zarząd SMZB
  Statut
  O NAS
  Kontakt
  Szukaj

Aktualności
  Szybik
  Promocja książki
  Boronuś
  Działalność Stowarzyszenia
  Forum Katowice
  Kulinarne zmagania 2019
  Walne zebranie

Ogłoszenia
  Ognisko
  Wycieczka
  Zbiórka pamiątek
  Wyjazd do teatru

Kronika wydarzeń
  2020/21

Artykuły
  O ks. proboszczu Józefie Chrystofie
  Krótki rodowód naszych wiosek
  O utopkach
  O boronowskich pustelnikach
  O mielerzach, kurzokach...
  O kapliczkach
  O śląskiej godce
  O pradziejach Boronowa
  O nazwach terenowych
  Kolonizacja pruska w okolicy Boronowa
  O Janie Kuliszu
  Przemysł Boronowa
  "Kulturkampf"

Galeria
  Wieczorek 2019
  Wyjazd do Wieliczki
  Wystawa
  Promocja książki
  Festyn 5.08.2012
  Turystyczne atrakcje
  Odznaczenie P.Gołąbka
  Majówka 2010
  Zima 2010
  Majówka 2009
  Boronów w fotografii
  Długosz królewski
  Prelekcje SMZB
  Promocja książki

10-lecie SMZB
  10-lecie
  Wystawa 10-lecia
  Prezentacja

400-lecie Kościoła
  Podziękowanie
  Odpust
  5.06.2011
  30.04.2011
  20.02.2011

Linki
  Urząd Gminy Boronów
  GOK
  Parafia Boronów
  ZPO Boronów
  LKS Jedność Boronów
  Stow. dla Boronowa
  Boronów w Wikipedii
  Składnica Górnośląska

Archiwum
  Konkurs na palmę wielkanocną
  Festyn
  Przyroda w Boronowie
  Działalność Stowarzyszenia
  Promocja
  Sprawozdanie
  Pomnik
  Pokaz
  Wyjazd
  Wystawa
  Realizacja zadań dofinansowanych z UG
  Promocja książki
  Wieczorek 2017
  Małe jest piękne
  Informacja
  Konkurs na palmę wielkanocną

Wydawnictwa
  Przewodnik

   Losowe zdjcie


Kliknij aby powikszy.
O mielerzach, kurzokach...


O mielerzach, kurzokach i smolarzach

    Przed wiekami tutejsze lasy usiane były dymiącymi mielerzami, w których wypalany był węgiel drzewny. Węgiel ten dowożono do najbliższych hut. W pierwszej połowie XIX wieku w powiecie lublinieckim było 11 wielkich pieców, 40 hut (fryszerek) i 5 cajniarni. Spora część węgla była też wywożona do miast bowiem miał on również inne zastosowania. Między innymi służył on do produkcji czarnego prochu, był też powszechnie używany w ówczesnym budownictwie ( w postaci zmielonej dodawano go do zaprawy murarskiej).

    Były mielerze, w których uzyskiwano węgiel drzewny oraz takie, w których oprócz węgla otrzymywano również smołę.

    Trudnili się tym kurzoki i smolarze. Załoga mielerza była zwykle dwuosobowa- kurzok i jego pomocnik. Najpierw budowali oni mielerz, a często również dwa lub trzy równocześnie. Pracę zaczynali od wykreślenia na ziemi koła o średnicy około 5 metrów. Potem układali szczepy drewna liściastego ( przeważnie bukowego lub grabowego) o długości ok. 80- 100 centymetrów, przygotowane wcześniej przez siągorzy (drwali). Drewno układano piętrami w stożkowy kopiec o wysokości 2 do 3 metrów. W środku pozostawiano wąski, pionowy kanał, przez który później rozpalano mielerz. Zaś smolarze budowali swoje mielerze na ukośnej powierzchni. Układali w nich drewno iglaste poprzecinane na krążki. Wytopiona smoła ściekała do żelaznej rynny i wyciekała na zewnątrz. Ułożone drewno okrywano gałązkami, darnią i ziemią, ale pozostawiano wokół liczne drobne otworki. Sztuka wypalania węgla polegała na ich nieustannym zatykaniu i odtykaniu- po to, aby drewna nie spalić na popiół. Ważne było, aby żarzenie odbywało się przy małym dostępie powietrza. Mielerz musiał więc być nieustannie pilnowany, w dzień i w nocy. Każdy najmniejszy płomyk wydobywający się z otworów musiał być szybko zduszony. Gdy ustawało dymienie zatykano wszystkie otwory błotem i mielerz ochładzał się w ciągu kolejnej doby. Wypalanie i wygaszanie mielerza trwało 4-5 dni. Później, po zdjęciu wierzchniej osłony ziemnej, powoli rozgarniano kupę węgla, a żarzące się jeszcze pojedyncze kawałki węgla wygaszano. Potem przewoźnicy wywozili węgiel furmankami w wielkich koszach na zewnątrz. Na opróżnionym mielerzysku przystępowano niezwłocznie do budowy kolejnych mielerzy.

    Kurzoków i smolarzy nazywano wiecznie okopconym ludkiem. Żyli oni na odludziu. Przed deszczem i zimnem chronił ich sklecony przy mielerzysku szałas. Do wsi udawali się rzadko, zwykle wtedy, gdy kończyły się zapasy żywności. Źle układały się ich stosunki rodzinne. Byli przeważnie samotni lub bezdzietni. Śmierdzieli wiecznie dymem, pył węglowy na stałe wżerał się w ich skórę. Większość z nich nie dożywała sędziwego wieku.

    Epoka lublinieckich hut i dymiących mielerzy zakończyła się na początku XIX wieku. Tutejsze, przestarzałe hutnictwo oparte na wykorzystywaniu węgla drzewnego przegrało z rodzącym się nowoczesnym przemysłem górniczo-hutniczym w rejonie Królewskiej Huty ( Chorzowa), Bytomia i Katowi. Z węglem drzewnym wygrał koks. Huta boronowska została zamknięta w roku 1866, a huta na Dołach- dwa lata później.






Artykuł pana Damiana Gołąbka
opublikowany w 122 (4/2021) numerze
Biuletynu Gminy Boronów.


124179 -Liczba unikalnych wizyt