O utopkach - Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Boronowskiej
logo
   Nawigacja
Portal
  Strona Główna
  Zarząd SMZB
  Statut
  O NAS
  Kontakt
  Szukaj

Aktualności
  Szybik
  Promocja książki
  Boronuś
  Działalność Stowarzyszenia
  Forum Katowice
  Kulinarne zmagania 2019
  Walne zebranie

Ogłoszenia
  Ognisko
  Wycieczka
  Zbiórka pamiątek
  Wyjazd do teatru

Kronika wydarzeń
  2020/21

Artykuły
  O ks. proboszczu Józefie Chrystofie
  Krótki rodowód naszych wiosek
  O utopkach
  O boronowskich pustelnikach
  O mielerzach, kurzokach...
  O kapliczkach
  O śląskiej godce
  O pradziejach Boronowa
  O nazwach terenowych
  Kolonizacja pruska w okolicy Boronowa
  O Janie Kuliszu
  Przemysł Boronowa
  "Kulturkampf"

Galeria
  Wieczorek 2019
  Wyjazd do Wieliczki
  Wystawa
  Promocja książki
  Festyn 5.08.2012
  Turystyczne atrakcje
  Odznaczenie P.Gołąbka
  Majówka 2010
  Zima 2010
  Majówka 2009
  Boronów w fotografii
  Długosz królewski
  Prelekcje SMZB
  Promocja książki

10-lecie SMZB
  10-lecie
  Wystawa 10-lecia
  Prezentacja

400-lecie Kościoła
  Podziękowanie
  Odpust
  5.06.2011
  30.04.2011
  20.02.2011

Linki
  Urząd Gminy Boronów
  GOK
  Parafia Boronów
  ZPO Boronów
  LKS Jedność Boronów
  Stow. dla Boronowa
  Boronów w Wikipedii
  Składnica Górnośląska

Archiwum
  Konkurs na palmę wielkanocną
  Festyn
  Przyroda w Boronowie
  Działalność Stowarzyszenia
  Promocja
  Sprawozdanie
  Pomnik
  Pokaz
  Wyjazd
  Wystawa
  Realizacja zadań dofinansowanych z UG
  Promocja książki
  Wieczorek 2017
  Małe jest piękne
  Informacja
  Konkurs na palmę wielkanocną

Wydawnictwa
  Przewodnik

   Losowe zdjcie


Kliknij aby powikszy.
O utopkach


O utopkach, strzygach i innych wierzeniach ludowych

    Częścią dziedzictwa kulturowego przejętego od naszych przodków są wierzenia ludowe wraz z ich przesądami, praktykami magicznymi, sposobem myślenia i zachowaniami. Od najdawniejszych czasów ludzie odczuwali naturalną potrzebę pogrążania się w odmienny od zwykłego, codziennego życia- świat „zjawisk tajemnych”. Pociągały ich silne przeżycia, a nawet uczucia grozy. Każdy naród i każda społeczność regionalna posiadały własny zasób opowieści i podań ludowych i były one wypełnione realiami z własnego otoczenia, własnymi wierzeniami i zwyczajami. Ten ludowy horror narzucał pewne podstawy i wierzenia, które dość często utożsamiano nawet z wierzeniami religijnymi. Bywało, że ktoś, kto odrzucał myślenie i praktyki magiczne był w swoim środowisku uznawany za niedowiarka. Fikcję traktowano zwykle jako zjawisko realne, które wydarzyło się w określonym miejscu.
    Ziemia Lubliniecka w czasach naszych przodków miała też swój bogaty świat „rzeczy tajemnych” związanych z diabłem, utopkiem, zmorą, czarownicami, strachami i innymi przesądami.
   Tematem, wokół którego narosło bodaj najwięcej podań ludowych są przygody i przeżycia związane z utopcem, nazywanym u nas utopkiem. Miała go niegdyś prawie każda wieś. Według tradycji zamieszkiwał on w stawach, rzekach, sadzawkach i starych studniach. Uważano, że był on małego wzrostu, miał zielone oczy, czerwoną kapotę i kapelusz, a jego palce u rąk i nóg były zarośnięte błoną, jak u żaby. Demon ten potrafił czasem przekształcać się w rybę, kaczkę, kozę lub konia. Wierzono, że zwykle zamieszkiwał on pod wodą z rodziną. W okolicy Boronowa powszechnie znana jest legenda o dwóch córkach utopka, które przebywały z ojcem w boronowskim stawie. Utopek był postrachem bo szkodził ludziom, mógł też wciągnąć do wody i utopić. Przygody z nim zdarzały się najczęściej osobom nietrzeźwym, widocznie stan ich upojenia ułatwiał jego dostrzeganie. Wiele opowieści mówiło o tym, jak można się było przed utopkiem ustrzec. Środkami tymi były: różaniec, święcona kreda, szkaplerz, a także noszone przy sobie guziki od ślubnego ubrania.
    Wiele opowieści związanych było z diabelskim tematem. Diabeł był personifikacją zła. Każde nieszczęście i każde zło poczytywano za jego dzieło, on też doprowadzał ludzi do niecnych występków. Według ludowego wierzenia nie wolno było bezkarnie wywoływać szatana (w myśl przysłowia „Nie wywołuj wilka z lasu”). Już samo nazwanie go mogło sprowokować zjawienie się diabła, dlatego używano nazw zastępczych. Na Śląsku w zależności od subregionu diabłowi nadawano różne nazwy własne, w Lublinieckim były to najczęściej: zły duch, ancychryst, gizd i najduch. Wiadomo było ludziom, że przeklinanie, zwłaszcza takie jak: „niech cię diabli wezmą” lub „do diabła z tym” –miały skutek natychmiastowy i powodowały działania diabła. Według podań kara spotykała najczęściej bezbożników i bluźnierców, którzy przeklinali. Wierzono, że diabeł mógł spowodować czyjeś utonięcie lub nawet zapadnięcie pod ziemię, np. bardzo znane jest podanie o zapadnięciu się pod ziemię zamku na Górze Grojec wraz z jego bezbożną, młodą dziedziczką. Do zachowań ocenianych społecznie jako bardzo negatywne należało również pijaństwo. Sporo opowiadań wspominało o karach dla pijaków już na ziemi i o ich męczarniach w piekle. Przed diabłem i złem broniły: różaniec, woda święcona, szkaplerz i przeżegnanie się lub wymówienie imienia świętego. Na Śląsku istnieje wiele miejsc, w których leżą kamienie diabelskie, będące pozostałością po działaniu diabła. U nas znanym pomnikiem przyrody jest Diabelski Kamień w Olszynie.
    Wyjątkowo popularne były również opowiadania o upiorach- wilkołakach, nazywanych strzygami. Tę nazwę nadawano złym duchom, które wychodziły ze swych grobów by dręczyć żyjących, wysysać im krew i powodować dużą śmiertelność. Postać strzygi była uosobieniem dawnych, licznych epidemii, które dziesiątkowały ludność wielu miejscowości. Zdarzały się przypadki, że niektórym ludziom podejrzewanym już za życia o skłonności do do wampiryzmu wkładano po śmierci, przed pogrzebem, kamień między zęby, po to by jako złe duchy nie mogły ludziom szkodzić. Współcześnie strzyga jest już tylko przezwiskiem.
    Inną postacią nękającą żyjących była zmora. Wyobrażano ją sobie w postaci kobiety lub kota. Powodowała ona ucisk na klatkę piersiową, kłopoty ze spaniem i duszności. Wierzono, że zmorami mogły być przedwcześnie zmarłe, młode dziewczęta, nieochrzczone dzieci lub kobiety zmarłe ze zgryzoty. Przed zmorą można się było uchronić, stawiając miotłę przed wejściem do domu.
    Zachowało się wiele podań o różnych demonach i strachach domowych, które przebywały zwykle na strychach lub w ciemnych zakątkach pomieszczeń. O ich istnieniu świadczyć miały pojawiające się białe zjawy, odgłosy sapania, szmery, pobrzękiwanie łańcuchem i skrzypienie lub otwieranie drzwi. Mawiało się wtedy, że coś straszy.
    Uważano, że dzieje się to najczęściej w nocy, o godzinie dwunastej. Niektóre z tych demonów miały swoje nazwy. Z moich lat dziecięcych zapamiętałem, jak babcia nas straszyła bebokiem, gdy byliśmy niegrzeczni ( „Wy choncwoty, zaroz wylyzie bebok i wos porwie!).
    Kolejnymi zjawiskami były tak zwane błędne ogniki lub świetliki, które w różnych rejonach nazywano świyckami, świycorzami lub mamonami. Narażeni na nie byli wszyscy, wracający do domu o zmroku lub w nocy, a przede wszystkim wodziły one po manowcach pijaków. Gdy pijany i umorusany mąż wracał późno do domu, miał dobrą wymówkę. Dziś już tak łatwowiernych żon nie mam.
    Powszechnym uznaniem i powodzeniem cieszyły się wróżki. Popularne i znane nieomal w każdej wsi były opowieści o czarownicach. Poza różnymi praktykami czarodziejskimi były one głównie posądzane o zabieranie ludziom „pożytku”. Według podań, chodziły one po polach i zabierały urodzaj wypowiadając: „ Zbieram użytek, ale nie wszystek”. Czarownice potrafiły również rzucić na kogoś urok. Mogły one spowodować niepowodzenia w gospodarstwie lub choroby, głównie tak zwane postrzały. Często były one posądzane o odbieranie krowom mleka. Powszechnie przyjął się zwyczaj, że osoby obce wchodzące do czyjegoś gospodarstwa wypowiadały: „ Bez uroku!”. Zabezpieczały się w ten sposób przed ewentualnym posądzeniem o czary. Ludzie znali praktyki, którymi można było bronić się przed urokami, a nawet można było czarownicę boleśnie ukarać. Wystarczyło nasypać na gorącą blachę garść soli, albo wrzucić garść szpilek do gotującego się mleka. Skutecznym sposobem na odczynianie uroku było również okadzanie dymem krów lub osób dotkniętych chorobą. Niektóre czarownice posądzano też o to, że posiadają palec od „wisieloka”. Miał on im zapewnić dobrobyt („ Ona siedzi na złociokach bo mo palec wisieloka”).
    Świadomość i zachowania społeczne kształtowały jeszcze inne przesądy. Oto niektóre a nich:
- Czarny kot przebiegający przez drogę zapowiadał nieszczęście, natomiast napotkany drogą kominiarz przynosił szczęście ( ale należało się szybko złapać za guzik).
- Zbliżającą się śmierć obwieszczały: wycie psa, spadająca lampa oraz otwierające się i skrzypiące drzwi.
- Wierzono, że kto na cmentarzu wącha kwiaty, straci węch, a gdy kobieta ciężarna spojrzy przez dziurkę od klucza to narodzone dziecko będzie zezowate.
- Uważano, że kąpiele w stawach i rzekach były dopuszczalne dopiero po świętym Janie („ Św. Jan ochrzcił wody, odtąd wam nie będzie szkody”).
- W Wielkim Tygodniu nie wolno było grodzić lub naprawiać płotu- bo to mogło spowodować latem klęskę suszy.
- W Wielki Piątek, rano o świcie szło się do najbliższego źródła po wodę. Przyniesioną do domu wodą myła się cała rodzina – bo to zapewniało zdrowie i urodę.
- W Wielkanoc dom obsypywano wokół skorupkami poświęconych jajek po to, by w ciągu roku nie ubyło nikogo z rodziny.
- Po zachodzie słońca oraz w dniu, w którym wycieliła się krowa nie wolno było niczego pożyczać, a kobieta, która wtedy przyszła coś pożyczyć uznawana była za czarownicę.
    Choć współcześnie tych dawnych narracji nie traktujemy poważnie, lecz z przymrużeniem oka, a może nawet z kpiną, to jednak musimy przyznać, że były one znakiem tożsamości naszych dziadków i pradziadków, były też częścią historii naszego regionu. Być może, dla osób starszych są one też przypomnieniem dziecięcych lat i chwil spędzonych w zasłuchaniu u kolan babci. Należy tez podkreślić, że przekazywane w tych ludowych opowieściach tajemne moce i elementy grozy spełniały również rolę pozytywną, wychowywały i narzucały pewne moralne zasady postępowania. Oto kilka przykładów:
- W obawie przed skarbnikiem nie wolno było górnikom kląć bo to mogło spowodować katastrofę w kopalni, a w obawie przed utopkiem nie zanieczyszczano wody w stawach i rzekach, a młodzież wracała z potańcówki przed północą.
- Ponieważ wierzono, że każdego kto nie szanuje chleba spotka kara boska, chleb był w wielkim poszanowaniu. Gdy chociaż okruszyna chleba upadła na ziemię, całowano ją ze czcią, a przed ukrojeniem pierwszej kromki kreślono na bochenku nożem znak krzyża.
- Wierzenia nakazywały również wielki szacunek wobec rodziców. Dawniej dzieci zwracały się do matki i ojca ze czcią, w liczbie mnogiej- przez „wy” i „oni”, np.”: „Mamulicko jo wom pszaja”, „Niech tata bydom tacy dobrzy i pozwolom mi…”.
- panowało przekonanie, że złorzeczenie komuś lub wyszydzanie cudzego kalectwa- mogą się zemścić.
- Z pewnością niejeden pijak wolał skrócić swój pobyt w karczmie i wrócić do domu przed zmrokiem, aby się nie narazić na spotkanie ze świetlikami.
    Błędne byłoby twierdzenie, że z tych dawnych wierzeń ludowych już bezpowrotnie wyrośliśmy, albowiem pod racjonalną powierzchnią nowoczesnego społeczeństwa nadal kryją się ślady tych dawnych przesądów. W dalszym ciągu powodzenie mają wróżbici i jasnowidzowie. Zdarzają się i tacy, którzy wierzą w przepowiednie, czary i strachy. Dość powszechne są ciągoty do silnych emocji wywoływanych przez horrory, m.in. w filmach i grach komputerowych. Spotkać też można wyznawców okultyzmu, spirytyzmu i satanizmu. Dowodzi to, że każda epoka ma swój własny repertuar tajemnych emocji i wrażeń.


Artykuł pana Damiana Gołąbka opublikowany w Biuletynie Gminy Boronów 5/2016
124211 -Liczba unikalnych wizyt